Jak wygląda proces nauki?

Herbart był pierwszym, który zbadał proces umysłowy odbywający się przy nauce. Rozróżnił trojaką pracę, którą umysł wykonuje w czasie przyswajania wiedzy.

1) Umysł pracujący naukowo zwraca swoją uwagę na jeden punkt, cofając wszelkie wyobrażenia, które mogłyby tej pracy stanąć w drodze. Tę czynność Herbart nazwał zgłębieniem. Ponieważ umysł może wyobrażenia zgłębiać tylko po sobie, a nie obok siebie, dlatego potrzebuje jeszcze połączenia zgłębionych wyobrażeń. Tę czynność Herbart nazywa opamiętaniem.

2) Umysł, zgłębiwszy wyobrażenia po sobie, widzi je jasno. Od jednego zgłębionego wyobrażenia postępuje umysł do drugiego za pomocą asocjacji, tworzy więc grupy asocjowane. Z asocjowanych grup tworzy się przez dalszą pracę umysłową system grup. W końcu, przyswoiwszy sobie wyobrażenia, tak że się stają uporządkowanym systemem, tworzy nowe ogniwa i pilnuje konsekwencji w zastosowaniu. W ten sposób powstały herbartowskie cztery stopnie poznawania, które zostały oznaczone jako jasność, asocjacja, system, metoda.

3) Ze względu na interes mechanika wyobrażeń naukowych jest według Herbarta następująca.

Umysł, zgłębiając jedno wyobrażenie, wysuwa je nad wszystkie inne, które się pod wpływem tego cofają. W ten sposób umysł spostrzega. Ponieważ następne wyobrażenie nie może się od razu wyłonić, następuje oczekiwanie. Oczekiwanie zamienia się w niespokojne żądanie, które w końcu przechodzi w działanie.

Z tych spostrzeżeń Herbarta najważniejszy jest proces psychiczny opisany na drugim miejscu. Cztery stopnie herbartowskie poznawania: jasność, asocjacja, system i metoda najwięcej zaimponowały światu pedagogicznemu i stały się bardzo popularne. Chociaż, jak o tym wyżej była mowa, nie zawierały nic nowego, były pierwszym podpatrzeniem pracy uczącego się umysłu. Stopnie formalne oznaczają drogę, którą zdobywa się każda wiedza bez względu na treść. Dlatego mogą znaleźć zastosowanie przy każdej nauce i każdej części tejże nauki. W szkole herbartowskiej uchodzą pod nazwą stopni formalnych, przez co chciano wyrazić ich ogólność i niezależność od treści.

Chociaż idea stopni formalnych wyszła od Herbarta, szczegóły pochodzą od Zillera, twórcy kierunku herbartowskiego najściślejszej obserwancji. On to wprowadził nazwę stopni formalnych, która u Herbarta się nie znajduje. Zamiast czterech stopni rozróżnił pięć przez to, że pierwszy stopień Herbarta, nazwany przez niego jasnością, podzielił na dwa, które niezupełnie słusznie nazwał analizą i syntezą.

Doerpfeld zwrócił na to uwagę, że w tych czterech albo pięciu stopniach rozróżnić można trzy zasadnicze czynności, obserwowane już przez Arystotelesa, tj. spostrzeganie, abstrakcję i zastosowanie.

Z zarzuceniem sztucznych nazw podział na pięć części zastosowaliśmy w naszym poprzednim przedstawieniu. Herbart nie dał przykładu użycia stopni formalnych w praktyce. Właściwym ich twórcą jest raczej Ziller. On to wraz z całym obozem herbartczyków ścisłej obserwancji domaga się bezwzględnego zastosowania ich w każdej nauce i w każdej tej nauki części. Ziller działał jako profesor uniwersytetu w Lipsku. Ponieważ słuchacze jego składali się głównie z nauczycieli wykształconych w seminariach nauczycielskich, którym rząd królestwa saskiego przed kilkudziesięciu latami przyznał prawo zapisywania się na wykłady uniwersyteckie, jeżeli ukończyli seminarium nauczycielskie z wyszczególnieniem, dlatego kult dla stopni formalnych rozszerzył się w Niemczech głównie w krajach saskich między nauczycielami szkół pospolitych.

Opracowań lekcji na podstawie stopni formalnych dla szkół pospolitych mamy bardzo wiele. Ustępy z historii biblijnej, pisanie małej litery a, operowanie liczbami aż do trzech, rozbiór krótkich wierszyków stanowią przedmiot tych opracowań. Lekcje te nieraz robią niemiłe wrażenie. Razi w nich – że się tak wyrazimy – profuzja słów tj. zbyt obszerne traktowanie przedmiotu, który na to wcale nie zasługuje i do tego się nie nadaje. Zbytnia drobiazgowość tak ścieśnia ogniwa szeregów wyobrażeń, że dla domysłu ucznia niema przy takiej nauce wcale miejsca. Uczeń od jednego wyobrażenia do drugiego nie potrzebuje robić najmniejszego skoku, tak szczelnie w tym szeregu wszystko jest wypełnione. Zdaje się, że taki sposób uczenia odbiera uczniowi resztę samodzielności, jaką by mógł rozporządzać w nauce, bo nauka nie może być zanadto łatwą, aby się nie stała nudną. Sądzimy, że lekcje dawane bez wyjątku ściśle według stopni formalnych nużą w końcu młodzież. Nauka jest pracą umysłową, a umysł niechętnie znosi szablon. Zresztą trzeba sobie powiedzieć, że nie każdy materiał naukowy nadaje się na rozłożenie na pięć stopni formalnych, że więc nauka, prowadzona wyłącznie według ich szablonu musi być naciągana. Czuć to na tych lekcjach, które są publikowane, a przecież przypuścić należy, że autorzy wybierali materiał, który się najwięcej nadawał do takiego rozwałkowania. Są to stopnie formalne niejako na paradę, na niedzielę. Jakżeż więc muszą wyglądać stopnie w codziennej nauce, w przedmiotach, których uczący nie wybiera, ale które nastręcza bieg nauki?