Stopnie formalne cz. 8

Przeto naturalne zagajenie lekcji stanowią słowa nauczyciela:a teraz proszę zamknąć i pochować książki, siedzieć prosto i patrzeć na mnie. Patrzenie na nauczyciela jest w nauce zbiorowej nieodzownym prawie warunkiem uwagi, bo u dziecka za oczami postępuje także umysł. Dopiero skoro zewnętrzny habitus młodzieży jest przygotowany, może się rozpocząć lekcja. Szkoda każdego słowa nauczyciela wypowiedzianego do nieprzygotowanej na akt nauki młodzieży. Jeden z wytrawnych praktyków przyrównał słowo nauczycielskie, wypowiedziane do nieprzygotowanej na przyjęcie wiedzy klasy, do ziarna rzuconego w niedostatecznie pod zasiew przygotowaną rolę.

Ale nakazana wola jest tylko słabym, bo zewnętrznym bodźcem nauki, jest po części przymusem, którego działanie szybko ustaje, skoro nie jest poparte z wewnątrz pochodzącym poddaniem się. Tą wewnętrzną siłą, pobudzającą ucznia do poznawania, jest interes. Skoro uczeń przedmiotem naukowym się zainteresuje, wyrabia w sobie od razu wolę ku wiedzy, za którą w ślad powstaje uwaga i pilność. Interesu jednakże nie może mieć uczeń dla wiedzy, której jeszcze nie zna. Już pedagog siedemnastego wieku, Ratichius, powiedział: uczniowie nie wiedzą, czego się mają uczyć, dla tego też nie mają chęci uczenia się. Pobudzenie interesu należy do nauczyciela. Ratichius polecał, celem wzbudzenia interesu, pokazywać młodzieży zewnętrznie książkę, wyłożyć jej zewnętrzny układ i podział. Jeżeli się zabierał do czytania komedii z uczniami, z pomocą pięciu palców pokazywał zewnętrznie podział komedii na pięć aktów i aktów na sceny.

Nauczyciel pobudzi interes dla nieznanego przedmiotu, jeżeli na początku lekcji określi w kilku słowach cel nauki. Choćby określenie celu uczniowi nie wiele mówiło, wskazuje na szereg wyobrażeń, który ma przygotować w umyśle, albo podnieca go swoją nowością. Jeżeli nauka w jednej lekcji ma kilka celów, wypada za każdym razem odnośny cel zaznaczyć. Cel może wypowiedzieć nauczyciel, albo może go kazać wypowiedzieć uczniowi. Jeżeli lekcja, jak to zwykle bywa, rozpoczyna się od reprodukcji materiału poprzedzającej lekcji, można oznaczyć cel części reprodukcyjnej przez zapytanie się: „o czym była mowa w przeszłej lekcji”?, albo  „czego mieliście się nauczyć na dzisiejszą lekcję” ? Oznaczenie celu lekcji zawiera w takim razie dla uczniów rozkaz cofnięcia w umyśle wszystkich wyobrażeń niepotrzebnych, a przygotowanie treści, o której będzie mowa. Jeżeli zaś nauczyciel zaczyna nowy przedmiot, powinien na to zwrócić uwagę mniej więcej w tych słowach: „w dzisiejszej lekcji pomówimy o tym i o tym”.

Cel powinien być podany materialnie, a nie formalnie, ponieważ interes może wywołać tylko treść, a nie forma. Fałszywym byłoby więc w nauce historii następujące oznaczenie celu: „dzisiaj pomówimy o paragrafie dziesiątym”, lecz trzeba wypowiedzieć treść paragrafu n. p. „dzisiaj pomówimy o wojnach krzyżowych”. Przy uczeniu obszerniejszego materiału, rozłożonego na kilka jednostek metodycznych w kilku lekcjach, cel można oznaczyć w związku z tymi jednostkami, przez co utrzymuje się związek przerobionego materiału i można zaostrzyć oczekiwanie końca. W takim razie podanie celu zaczyna się od wymienienia treści poprzednich jednostek, z którymi łączy się jednostkę, mającą być przedmiotem lekcji. Jeżeli zastosujemy to do lektury początku szóstej księgi Iliady , przy czwartej jednostce metodycznej można podać cel w następujący sposób: „dotąd przeczytaliśmy 1) Pojedynki bohaterów, 2) Wystąpienie Nestora, 3) Hektor spieszy do Troi; teraz przystąpimy do „Epizodu między Glaukosem a Diomedesem”. To sformułowanie celu może nauczyciel kazać wypowiedzieć uczniowi.

Wypowiedzenie celu nie jest jednakże tak ważne, aby stanowiło integralną część nauki. W wielu wypadkach chyba nauczyciel bez oznaczenia celu się nie obejdzie, ale w danym razie korzystniejszą jest rzeczą celu nie podawać, lecz zaraz niejako wejść w sam środek przedmiotu. Są bowiem wypadki, że większy interes wzbudza nauka nauczyciela, przy której uczniowie zrazu nie wiedzą, do czego zmierza, niż kiedy im się od razu powie, o czym w lekcji będzie mowa. Niepewność, do czego dążą słowa nauczyciela, niepokoi ich, ale pobudza zarazem do uwagi. Skoro wreszcie zrozumieją intencję mówiącego, powstaje w umysłach ich uczucie ulgi, ale, co najważniejsze, dobre usposobienie dla podawanej wiedzy już jest wywołane. Przed kilku latami byliśmy świadkami, jak liczne młodociane audytorium, znużone dwugodzinnymi produkcjami na wieczorku mickiewiczowskim, z wielkim zajęciem słuchało przemówienia, które się zaczęło od słów, nie mających na pozór nic wspólnego z uroczystością: „na samotnej skale, oblanej falami oceanu, widzimy człowieka zajętego czytaniem; zajmującą musi być książka, nad którą siedzi pochylony, bo zapomniał zupełnie o otoczeniu, zapomniał o obowiązku zapalenia latarni morskiej, której był strażnikiem. Domyślicie się, że mówię o Latarniku Sienkiewicza. Największy nasz powieściopisarz najtrafniejszy sąd wydał o największym naszym poecie”. Ten podstępny sposób wywołania zajęcia daje się z dobrym skutkiem zastosować zwłaszcza w nauce opowiadającej. Stary to zresztą fortel, którego już w starożytności użył podobno Demostenes, opowiedziawszy nieuważającym na jego prawne wywody sędziom ateńskim powiastkę o oślicy i jej cieniu.